wtorek, 20 sierpnia 2013

Co wtorkowy FTM

Ten wtorkowy FTM jest swego rodzaju zapowiedzią - ostatnio na moim telefonie pojawiła się płytka niżej zaprezentowanego zespołu i myślę, że jest to jedna z najciekawszych płyt tego roku. Więc i pojawi się recenzja, mam nadzieję że niedługo. A póki co, prezentuje Wam The Ongoing Concept. Zapraszam!


niedziela, 18 sierpnia 2013

John Mayer - Continuum


Niestety, znów się spóźniłem - przeprowadzki to suki i zabierają cały wolny czas. A tu trzeba coś rozładować, a tu trzeba coś posprzątać. Cholernie dużo roboty.


Na tapecie ląduje dziś trzeci album Johna Mayera Continuum. Do tego albumu mam szczególny sentyment, ponieważ to był jeden z pierwszych albumów, które kupiłem za pieniądze zarobione na koncertach i to był album, który był punktem zwrotnym (nie tylko w karierze JM) w moim odbieraniu muzyki. Ładne melodie, 'szeroko' brzmiąca muzyka - czego chcieć więcej?

Aż dziw, że z albumu wyszło tylko kilka singli - cały album na dobrą sprawę jest kopalnią hitów. Całe 48:34 minut świetnej muzyki. Dla tych którzy nie znają - zdecydowanie polecam!


Album otwiera Waiting for the World to Change - świetny numer, ładnie grające dzwonki z tyłu, gitary robią to, co trzeba - mjut, maliny i wspaniałość! Teraz mógłbym skończyć recenzję tej płyty - dla mnie to jest idealny popowy album - po dziś dzień nie słyszałem lepiej wyprodukowanego, zagranego, napisanego, wypromowanego albumu.


W tej recenzji jeszcze polecam Wam wszystkim czytającym to teraz DVD koncertowe Where The Light Is. Ponad dwie godziny muzyki live, podzielonej na trzy segmenty - po raz kolejny, nie znam lepszego koncertowego DVD niż to. Pod żadnym pozorem - nie oglądajcie go na youtube! (no, chyba że jest w jakości HD, to jeszcze jeszcze :)


Podsumowując, co znajdziemy z perełek na tym albumie? Fenomenalne, bluesowe Gravity; akustyczny Stop This Train (w którym Mayer gra tak, jakby jechał pociągiem. Albo coś...) i zamykający album I'm Gonna Find Another You. Niesamowicie soulowy, piękny numer - wyobrażam sobie, czy jakiś facet po zakończeniu związku ze swoją kobietą może powiedzieć (zaśpiewać) tak wspaniale jak Mayer.'

Moje małe, prywatne życzenie - kup mi ktoś bilet na koncert Mayera. Chociaż gra teraz country i jest truerootsmanem, to i tak chcę go cholernie usłyszeć na żywo. No bardzo chcę!

Ocena FTM: 5/5

wtorek, 13 sierpnia 2013

Co wtorkowy FTM

W dzisiejszym odcinku pojadę troszkę prywatą i pozdrowię (znów...) swoich kumpli z MBTM - Piotra Szumlasa i Kubę Zaborskiego. Muszę ich w końcu zmusić żeby wydali coś studyjne bo ileż można słuchać tego samego wykonania z MBTM! Zapraszam.

http://m.youtube.com/watch?v=aHWqiuXm2Mw

niedziela, 11 sierpnia 2013

Letlive - The Blackest Beautiful

Strasznie Was przepraszam za tą obsuwę - przeprowadzam się + mam kilka rozmów (ciekawych) i najnormalniej na świecie nie miałem czasu.



Już na samym wstępie mogę powiedzieć, że to będzie kolejna trudna recenzja dla mnie. Letlive znam już bardzo długo, jak zwykle kiedyś natknąłem się na nich na youtube. Skończyło się to tym, że pierwszy album - Fake History - wszedł do mojego osobistego panteonu. Pełny świetnych, gitarowych riffów, świetnej roboty sekcji rytmicznej i pełny świetnych tekstów i wokalu Jasona Butlera. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem czy ten album przypadkiem nie jest koncepcyjny...

Dlaczego recenzja The Blackest Beautiful będzie dla mnie ciężka? Dlatego, że czekałem na ten album od momentu, gdy przeczytałem na fejsbuku o nagraniach pierwszych piosenek. Pozwolę sobie zostawić swoje osobiste przemyślenia na sam koniec, teraz wprowadzę Was trochę w świat Letlive i The Blackest Beautiful.


Album otwiera fenomenalny Banshee (Ghost Fame). Jestem pod wielkim wrażeniem riffów - nie są zawrotnie szybkie czy ciężkie, nikt tutaj niczego nikomu nie udowadnia. Po prostu riff gniecie to, co trzeba w sposób który trzeba. Na albumie można uświadczyć kilka ciekawych instrumentów poza gitarami - są grzechotki, są bębenki (bongosy przypuszczalnie, nawet nie wiem). Są nawet elektroniczne wstawki - odsyłam was do numeru The Dope Beat. Jest bardzo kreatywne zastosowanie efektów gitarowych - kreatywnych nie w stronę Toma Morello (z Rage Against The Machine) gdzie na nich opiera się cały numer - tutaj efekty są użyte raczej jako smaczki.

Warto zrobić przystanek przy tekstach na tej płycie - Butler otwarcie krytykuje Amerykański styl życia, jak i Amerykańską gospodarkę. Moja ulubiona część z utworu White America's Beautiful Black Market - 
They say "get sick, then feel better"
Be sure that they will never cure you
You're worth so much more diseased
(swoją drogą, zauważyłem że ten motyw jest dosyć popularny wśród tego środowiska - pierwszy z brzegu, utwór B17 zespołu Materia - w tym miejscu pozdrawiam całą czwórkę, fenomenalni ludzie i jeśli kiedyś będą grali w okolicy - pójdźcie, przybijcie piątkę, napijcie się piwa z nimi i wspomnijcie moje słowa :)

Więc jaki problem jest z tą płytą? Są na niej dobre tylko trzy (i to na dodatek pierwsze) numery. Pierwszy krążek męczę po dziś dzień, tutaj męczę tylko pierwszy numer. Płyta muzycznie za nic do mnie nie przemawia, powiela pomysły które były we wcześniejszych piosenkach, Butler niestety, oprócz tekstów, niczym nie zaskakuje. Jestem pewny, że piosenki z tej płyty muszą siać pogrom na koncertach (na który bardzo chciałbym się wybrać, swoją drogą) aczkolwiek, na płycie nie robią takiej roboty.

Ocena FTM: 3/5
Komentarz Biebera: MAM lepsze riffy! I 27osobową świtę!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Co wtorkowy FTM

Po raz kolejny, w dzisiejszej odsłonie 'wujek poleca piosenkę, którą mogłeś/mogłaś już znać' mamy dwóch panów - Bireliego Lagrene i Sylvaina Luca. Jeśli komuś kojarzy się to z Francją - bingo, wygrałeś/wygrałaś flet poprzeczny i karnet na kebaba! Nie przedłużając:


Nie mówiłem że będzie łatwo :)

piątek, 2 sierpnia 2013

Nowa Norma Jean

Ledwo co znalazłem stream, cieszcie się (póki możecie!)

http://loudwire.com/norma-jean-wrongdoers-exclusive-album-stream/ 

The Strokes - Room On Fire


Myśleliście, że będę recenzował tylko ciężarki, traktorki i muły w jeziorach? Nie ma tak lekko. W życiu każdego mężczyzny (no, może nie każdego...) nadchodzi moment, kiedy poznaje dziewczynę. Nie jest to taka jakaś pierwsza lepsza zwykła dziewczyna, tylko taka dziewczyna, która (metaforycznie) kopie cie po tyłku, wywraca wszystko do góry nogami i jeszcze się to podoba. Więc - ja na taką dziewczynę natrafiłem (i jestem już z nią długo. Bardzo długo). Jaki to ma związek ze Strołksami? Ano taki, że to właśnie Ona (i jej cicha miłość do Juliana Casablancasa) mi pokazała Strołksów i to przez nią zacząłem ich namiętnie słuchać. Damn...

W każdym razie, drugi album The Strokes Room On Fire wydany w 2003 roku to bardzo ciekawa pozycja w mojej osobistej kolekcji "albumów, które mogę słuchać więcej razy aniżeli trzy i mieć ich dosyć". Zdecydowanie najkrótszy pełny album jaki słyszałem (nie liczę Ep'ek) - lekko ponad pół godziny to nie jest zbyt dużo, co nie?


Chociaż przez te pół godziny ten album potrafi nieźle namieszać. Jeden z moich ulubionych numerów ever - Automatic Stop - właśnie pochodzi z tej płyty. Na pochwałę zasługuje sam Casablancas za teksty tych utworów - nie śpiewa o domu cioci Maryni na wybrzeżu Korsyki tylko śpiewa o uczuciach. Nie w sposób Biebera (#yolo #yolo #swagmyass) tylko w bardzo inteligentny sposób - polecam. Plus, po raz pierwszy spotkałem się z innym sposobem nagrywania wokalu właśnie u The Strokes - ich pierwsza (i druga i chyba nawet trzecia płyta) posiada wokal nagrany przez mały piecyk Peaveya co skutkuje tym, że barwa jest bardzo miło przybrudzona, charcząca momentami ale i oryginalna.


Powiem Wam, że to jest jedna z trudniejszych recenzji jakie przyszło mi póki co (i pewnie dalej w czasie...) napisać. I to nawet nie dlatego, że recenzuję ulubioną płytę ulubionego zespołu mojej dziewczyny, tylko dlatego, że ciężko mi jest krytycznie spojrzeć na tą płytę. Lubię dobre, gitarowe riffy - są. Lubię, gdy bas się nie wymądrza, tylko gra swoje - jest. Lubię, gdy perkusja chodzi żwawo i nie przysypia - zgadza się. Lubię to, że wokalista też się nie opieprza i ładnie mu to wychodzi - tadą! Wszystko jest.


Jednym słowem - bardzo polecam. Room On Fire jest bardzo spójną płytą; bardzo łatwa do przesłuchania z racji swojej długości, bardzo fajna żeby pokazać znajomym jaki fajny się zespół znalazło dzięki Wujkowi lub żeby poderwać dziewczynę na ten zespół. Bo w drugą stronę to działa. Wiem z autopsji.

Ocena FTM: 4/5
Komentarz Biebera: też umeem graać na gitarzęum!